P.S. A oto dla zachęty wizerunek naszej towarzyszki: mrocznej elfki o imieniu Nightsong:
Nightsong
C.D.
Kupiłem ci ja wreszcie dodatek do SF2, czyli Dragonstorm przetłumaczony jak zwykle nieudolnie na Władcę Smoków. Ki diabeł? I oto moje wrażenia: autorzy lekko przekombinowali. Zaletą serii Spellforce było m.in. napawanie się zaletami z rozbudowywania własnych baz i miast. Godzinami mogłem wyszukiwać surowce, ulepszać poszczególne budynki i oddziały. Możliwości sprowadzenia kamery do widoku zza pleców postaci dawało możliwość "zstąpienia" pośród owoce naszej pracy. W dodatku trochę mi tego brakuje. Akcja jest gwałtowna i nerwowa, zadania często ograniczane czasem, treścią gry jest w zasadzie li i jedynie walka z hordami niemilców. Gdzieś zagubiono pogodną kontemplację uroków natury i napawania się klimatyczną muzyką. Co gorsza - z głównego menu i z całej gry zniknął bezpowrotnie jeden z najlepszych kawałków: tytułowa wokaliza Shadowsong... Dodano oczywiście nową frakcję: Shaikanów, nowe bronie i wyposażenie, zestawy premiujące, bohaterów, nową szkołę magii. Nowości w sumie nie jest za wiele i nie niwelują wad, np. błahości fabuły. Ciekawym pomysłem jest nawiązanie do podstawki: nasz bohater szuka drużyny znanej z Shadow Wars. Konsekwencją tego jest powrót do wielu znanych już lokacji, np. Sevenkeeps. Autorzy wyraźnie odeszli od rts w stronę hack n' slash rodem z Diablo lub DS. Trochę szkoda. Sama grafika nieco się poprawiła, ale po prostu nie ma czasu, aby się nią pozachwycać. Z drugiej strony, kto lubi się gapić na ruiny i lochy? A takich właśnie lokacji mamy tu najwięcej... Niemniej polecam wszystkim cały zestaw, czyli Spellforce 2: Czas Mrocznych Wojen+Władców Smoków. Jeżeli kupicie to legalnie, otrzymacie również świetne poradniki do obu tych gier.

Logowanie
Rejestracja
Pomoc
Napisz nowy temat
Dodaj odpowiedź





Cytuj


