Który moment w IW2 wzbudził w was największe emocje?
#1
Napisano 03 listopad 2009 - 15:28
Powiem że ta walka wzbudziła we mnie większe emocje niż walka finałowa.










Soked Hezi
Picki91
#3
Napisano 05 listopad 2009 - 21:55
Jak wszyscy dobrze wiedzą, nam Szajt został wykopsany z gry. I pewnego pięknego dnia, dostałem na forum taką oto wiadomość:
Cytat
Pozdrawiam.
Szajt! Z twoich ciągłych powrotów wnioskuję, że jednak skasowałem cię zbyt późno i uzależnienie jednak się rozwinęło. Zatem nie dziękuj mi, bo zawiodłem... Ale postaram się jak mogę, byś pozostał na odwyku, chociaż tak mogę ci jeszcze pomóc...
#4
Napisano 05 listopad 2009 - 22:05
Użytkownik Rangramil dnia czw, 05 lis 2009 - 20:55 napisał
Przecież po zaciukaniu smoka masz autosave'a. A czasu jest tyle, że spacerkiem zdążysz iść do tych ludzików antyYuan-Ti, z jakiejśtam sekty, usłyszećod nich, żebyś uciekał i dojść do portalu.
#5
Napisano 21 grudzień 2009 - 12:06
W połowie walki miałem nawet dziwne uczucie, że nie muszę właściwie nic robić, bo postacie same o siebie zadbają
#6
Napisano 21 grudzień 2009 - 17:54
W dalszej części gry zrobił na mnie wrażenie Upadły Las(mogłem pomylić nazwę bo dawno nie grałem)i klasztor Kruka, który był zaprawdę niezwykłym miejscem z racji bycia siedzibą mnichów i wrotami do kolejnej świetnej lokacji - Podmroku. Nie zapomnę genialnej walki z musztardową galeretą, która mnożyła się non stop, a drużyna(składająca się z dwóch wojowników i kapłana) moich potężnych bohaterów została uwięziona i przyparta do ściany przez klony owego paskudztwa. Wygrałem walkę, która trwała bardzo długo z racji odporności tych kreatur na pewien rodzaj obrażeń(nie pamiętam już jakich) - nie ma to jak obszarowe zaklęcia kapłana.

Nigdy nie wiesz co Cię trafi!
#7
Napisano 03 styczeń 2010 - 11:56
Tyle samo irytacji wywołała u mnie wspomniana galareta
Poza tym, Świątynia Auril mi się bardzo podobała.
#8
Napisano 19 marzec 2011 - 16:11
Większość walk wywołuje we mnie emocje. Istotą jest - w moim odczuciu - nie stracić nikogo z drużyny i pod tym kątem patrzę całościowo na rozgrywkę.
Utratę choćby najmniejszego, najmniej istotnego "punktu" w drużynie, przyjmuję jako dyshonor i powód do rozpoczęcia danego/ danej lokacji od nowa, a wolę się wycofać niż stracić. Taki debilizm
Nie zrozumcie mnie źle, każdy w mojej drużynie jest (moim) oczkiem w głowie. Zżyłem się z nimi i tak będzie zawsze, ilekroć rozpocznę tą grę.
Most - to było piękne
Targos, palisada - coś co można opisywać wiecznie
Do ataku ! Prać duergarów - za wolność, za zniewolenie, za zasady !
#9
Napisano 15 maj 2011 - 13:22
W takim razie też tak mam. Śmierć postaci, spowodowana raczej uderzeniem krytycznym lub w wyniku działania jakiegoś czaru, od razu skłaniała mnie do wczytania gry. Cała drużyna musiała przeżyć.
Smoczy strażnik, Chachopek... Tak, chyba on dawał mi zawsze popalić i miałem ciarki na plecach, gdy wyskakiwał na tej planszy. Aczkolwiek najlepszymi momentami w tej grze są walki kończące każdy rozdział. Przyjemna muzyczka w tle i do boju!
Najwięcej złości i ewentualnych radości wzbudziła we mnie cała gra na poziomie trudności Serce Furii. Oj tak, wczytywanie, wczytywanie i jeszcze raz wczytywanie... Kto nie próbował, niech spróbuje. Z czasem skuszę się na kolejny raz
#10
Napisano 12 styczeń 2012 - 18:11
#11 Gość_Hubiś*
Napisano 01 kwiecień 2012 - 12:09
Natomiast jednym z momętów który wzbudził we mnie największe emocje było przechodzenie przełęczy Kuldachar,a z racji tego że pszeszedłem też IWD1 i wzruszającej muzyki w tle lokacji przywołały mi się wspaniałe wspomnienia.
No i jeszcze oczywiście filmik końcowy-normalnie płakałem.Byem z siebie naprawdę dumny,wzłaszcza że było to pierwsze RPG jakie pszeszedłem.

Logowanie
Rejestracja
Pomoc
Napisz nowy temat
Dodaj odpowiedź
Cytuj









